Wojciech Dorobiński: Nad oświatą Szumilas

W kolejny etap wkracza bitwa o przyszłość edukacji małych Polaków. Ciągłe eksperymenty oświatowe, które towarzyszą polskiej szkole od czasu zmiany systemu ośmioklasowego, obnażają słabość teoretyków nauczania i urzędników ministerialnych, oderwanych od realiów polskiej szkoły. Co gorsza, partia, nosząca w nazwie przymiotnik „obywatelska”, całkowicie odrywa się już od obywateli, nie dając rodzicom prawa do decydowania o losach dzieci. Bo wie lepiej.
Polska > Opinie
fot. sxc.hu

W kolejny etap wkracza bitwa o przyszłość edukacji małych Polaków. Ciągłe eksperymenty oświatowe, które towarzyszą polskiej szkole od czasu zmiany systemu ośmioklasowego, obnażają słabość teoretyków nauczania i urzędników ministerialnych, oderwanych od realiów polskiej szkoły. Co gorsza, partia, nosząca w nazwie przymiotnik „obywatelska”, całkowicie odrywa się już od obywateli, nie dając rodzicom prawa do decydowania o losach dzieci. Bo wie lepiej.

Stojąca na czele resortu pani minister Krystyna Szumilas wprost nie może się nachwalić osiągnięciami polskiej edukacji. Nasze dzieci już dorównały prawie wiedzą europejskim odpowiednikom, a rozpoczęcie nauki przez sześciolatków tylko ten proces pogłębi. Wprawdzie badania dotyczyły tylko umiejętności czytania na szczeblu gimnazjalnym, ale cóż czytanie i pisanie [już niekoniecznie zgodnie z ortografią] to olbrzymi sukces. Pomijając już fakt niedostosowania do potrzeb małych dzieci pomieszczeń w wielu placówkach i obciążenia z tym związane, jakie ponoszą samorządy, to radość z wyników nauczania wydaje się być zdecydowanie przedwczesna. Chyba, że dla pani minister drukują zupełnie inne dane.

Otóż w tym roku egzamin końcowy w szkołach podstawowych wypadł najgorzej od początku wprowadzenia reformy. Cały czas ministerstwo grzebie przy programach, zmieniając podstawę, zakres, podręczniki. Niemożliwością prawie stało się uczenie z książek odziedziczonych po starszym bracie, czy koledze. Eliminuje się stopniowo podstawowe lektury, ogranicza naukę historii, wbrew pozorom zawężając horyzonty myślowe kolejnych roczników. Spustoszenie w polskiej szkole, jakie poczyniono w ostatnich kilkunastu latach, pod pozorem wprowadzania samodzielnego myślenia, trudno porównać nawet do epoki peerelowskiej. Może wtedy nie uczono o Miłoszu czy Gombrowiczu, ale Mickiewicza, Słowackiego czy Norwida znaliśmy. Tzw. nowa matura, wprowadzająca rozumowanie „kluczem” ograniczyła lub zabiła wszelkie indywidualności, a wielu uczniów maskuje swoją „intelektualną odmienność” ucząc się pod oczekiwane wypełnienie arkuszy.

Eliminuje się stopniowo podstawowe lektury, ogranicza naukę historii, wbrew pozorom zawężając horyzonty myślowe kolejnych roczników. Spustoszenie w polskiej szkole, jakie poczyniono w ostatnich kilkunastu latach, pod pozorem wprowadzania samodzielnego myślenia, trudno porównać nawet do epoki peerelowskiej.

Upór godny lepszej sprawy, jaki towarzyszy wysyłaniu do szkół coraz młodszych roczników świadczy o determinacji ekonomicznej rządzącej formacji. Tu nie chodzi o dobro dzieci, tylko o skrócenie procesu produkcji kolejnego pokolenia zdolnego do pracy. Absurd, jakich w Polsce coraz więcej. Przy bezrobociu sięgającym wśród młodych ludzi już 30 procent, wieku emerytalnym wydłużonym do 67 roku życia, ta cała polityka traci sens. Chyba, że jej zadaniem jest stworzenie następnej grupy emigrantów mających zasilić gospodarki zachodnich sąsiadów. Bo nie mogę przyjąć argumentu, że to dla dobra rozwoju sześciolatków i polskiej szkoły. Choćby dlatego, że obowiązujący w Finlandii od lat system nauczania obejmuje dzieci siedmioletnie i w wielu badaniach osiąga najwyższe wyniki w Europie. Ale my, Polacy, nie potrafimy przyjąć prostej zasady, że lepsze często bywa wrogiem dobrego.

Organizatorzy akcji referendalnej chcą, by obywatele odpowiedzieli na pięć pytań: 1. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku szkolnego sześciolatków? 2. Czy jesteś za zniesieniem obowiązku przedszkolnego pięciolatków? 3. Czy jesteś za przywróceniem w liceach ogólnokształcących pełnego kursu historii oraz innych przedmiotów? 4. Czy jesteś za stopniowym powrotem do systemu: 8 lat szkoły podstawowej plus 4 lata szkoły średniej? 5. Czy jesteś za ustawowym powstrzymaniem procesu likwidacji publicznych szkół i przedszkoli?

Wydaje się, że poparcie społeczne, jakie mogłyby uzyskać te postulaty, jest największym zagrożeniem dla rządzących. Nie dość, że dotykają złożonego zagadnienia prawa do opieki i kształtowania małych ludzi zgodnie z oczekiwaniem rodziców, a nie państwa, to jeszcze domagają się ochrony publicznego szkolnictwa i przywrócenia narodowej świadomości do programów nauczania. A tego Platforma „Obywatelska” może już nie wytrzymać. Złożone w sejmie podpisy w sprawie referendum oświatowego mają duże szanse na to, by podzielić los pozostałych podobnych inicjatyw i zostać zmielone.

 

Wojciech Dorobiński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane oznaczone są symbolem *

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu