Janusz Szewczak: Nie mamy już rodzimego przemysłu

„To jest właśnie ten Orwell w polskim wydaniu – ci ludzie, którzy wyprzedali za bezcen polskie banki, cementownie, firmy ubezpieczeniowe i dochodowe przedsiębiorstwa produkcyjne stroją się dziś w piórka gospodarczych patriotów. Czyli zrobili tak dobrze Polakom, że dzisiaj jesteśmy jednym z nielicznych narodów, który nie ma własnego majątku” – ocenia w rozmowie z nami Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.
Polska > Prawo i gospodarka
fot. energa.pl

„To jest właśnie ten Orwell w polskim wydaniu – ci ludzie, którzy wyprzedali za bezcen polskie banki, cementownie, firmy ubezpieczeniowe i dochodowe przedsiębiorstwa produkcyjne stroją się dziś w piórka gospodarczych patriotów. Czyli zrobili tak dobrze Polakom, że dzisiaj jesteśmy jednym z nielicznych narodów, który nie ma własnego majątku” – ocenia w rozmowie z nami Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK.

Przed nami prywatyzacja Energi…
– Tak naprawdę, to chłopcy już wyprzedają resztki, bo właściwie nic wartościowego poza częścią energetyki nam nie zostało. To oznacza na pewno nabijane kabzy obcemu kapitałowi. Mieliśmy już przykłady w polskiej energetyce, że prywatyzacja to nie była zwykła prywatyzacja, ale po prostu wyprzedaż majątku narodowego na rzecz koncernów, których udziałowcami było obce państwo. Przypomnijmy też, że większość prywatyzacji, które miały miejsce nad Wisła, była dokonywana z naruszeniem obowiązującego prawa, a niektóre odbywały się w cieniu skandalu i korupcji. Oczywiście nikt nie został ukarany za tę rabunkową wyprzedaż narodowego majątku, a pan Janusz Lewandowski – czołowy polityk Platformy Obywatelskiej – w nagrodę za to został unijnym komisarzem. Był z resztą w związku z tym cały szereg spraw prokuratorskich. Osobiście nawet byłem świadkiem w takim procesie, który trwał – uwaga – dziesięć lat! Tyle lat próbowaliśmy wymierzyć sprawiedliwość w sprawie prywatyzacji krakowskiej firmy Krakchemia. Techma i Krakchemia, to firmy, które m.in. zostały sprywatyzowane przez pana Lewandowskiego, który dzisiaj poucza Polaków z Brukseli o polskiej racji stanu. To jest właśnie ten Orwell w polskim wydaniu – ci ludzie, którzy wyprzedali za bezcen polskie banki, cementownie, firmy ubezpieczeniowe i dochodowe przedsiębiorstwa produkcyjne stroją się dziś  w piórka gospodarczych patriotów. Czyli zrobili tak dobrze Polakom, że dzisiaj jesteśmy jednym z nielicznych narodów, który nie ma własnego majątku. Nie ma banków, nie ma stoczni, nie ma nowoczesnych firm i teraz przyszedł najwidoczniej czas na energetykę i na dokończenie tego neokolonializmu.

W kontekście informacji dotyczących prywatyzacji np. Energi czy PKP Cargo, przewija się również sprawa tarnowskich Azotów. Co prawda nie chodzi tutaj o prywatyzację, ale jednak istnieje niebezpieczeństwo przejęcia spółki przez Rosjan. Czy takie ryzyko według pana nadal istnieje i jakie mogłyby wyniknąć z tego konsekwencje?
– Konsekwencje mogą być znaczące, tym bardziej jeżeli chodzi o prognozę na dalszą przyszłość. Kiedy państwo nie chroni własnych interesów i wręcz wyzbywa się własnego majątku narodowego tak istotnego jak ten, który przyczynia się do produkcji nawozów, to mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem. Tutaj dodatkowo mamy aspekt zainteresowania ze strony rosyjskiej. Jeśli czołowi politycy obecnie rządzącego obozu – jak np. Jan Krzysztof Bielecki, obecny doradca premiera, lub, o czym donosiły media, jeden z wiceministrów – konsultują się w tej sprawie z obcym kapitałem, czy jak niektórzy mówią lobbują na jego rzecz, to mamy zupełny dramat. To jest bardzo poważna sprawa i nie powinno się jej lekceważyć.

Rozmawiamy o znany polskich spółkach, które nadal w jakiejś części są pod kontrolą Skarbu Państwa. Zatem nasuwa się pytanie – czy my w końcu mamy jakiś polski przemysł, czy nie?
– To jest właśnie bardzo dobre pytanie, czy my mamy jeszcze jakikolwiek znaczący polski przemysł. Przecież polskim przemysłem nie jest ani Fiat, ani Siemens, ani Opel, ani też Pendolino. Prawdę mówiąc, nie mamy już rodzimego znaczącego przemysłu, bo nawet KGHM czy Orlen są firmami, które tylko w około 30 proc. są własnością Skarbu Państwa. Zatem tak naprawdę są to firmy ze znaczącym udziałem kapitału zagranicznego. Mamy jednak ten mały i średni przemysł, który ma dziś największe trudności i jest w największych tarapatach kryzysowych. Nie posiadamy przemysłu stoczniowego. Przemysł wydobywczo-węglowy jest w wielkim dołku. Mówi się o tym, że przemysł górniczy ma blisko 400 mln zł długu i prawie 700 mln zł długu w obligacjach, które trzeba spłacić jeszcze w październiku. To również pokazuje, w jak trudnych warunkach polski przemysł funkcjonuje, pomijając wszystkie absurdy urzędnicze i biurokratyczne. Dzisiaj nawet Amerykanie zdają sobie sprawę z tego, że trzeba dokonać tzw. reindustrializacji, czyli odbudować własne fabryki i odebrać je z rąk obcego kapitału. My raczej liczymy na to, że jakaś firma wysyłkowa czy call center założy u nas swój oddział i będą te przemysłowe miejsca pracy, które tak naprawdę nie mają nic z przemysłem wspólnego. To jest jedna z największych bolączek Polski. Proszę zauważyć, że Edward Gierek w latach siedemdziesiątych pożyczył około 30 mld dolarów, spłacaliśmy to 32 lata, ale zbudowano wówczas blisko 600 fabryk, z czego kilkadziesiąt było naprawdę bardzo nowoczesnych. Dzisiaj nasz dług zagraniczny wynosi prawie 300 mld euro, wszystkie fabryki zostały praktycznie rozprzedane, a długi będziemy spłacać nie trzydzieści, a pewnie ze trzysta lat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane oznaczone są symbolem *

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu

  • Przemysław Wysłobocki

    Nie wiem, czy kontynuuję Pana wypowiedź, czy to tylko mój komentarz ale …

    Odbudować polski przemysł? Po 25 latach niszczenia i sprzedawania obcemu kapitałowi za bezcen, jest to teraz niemożliwe. Zwłaszcza, że nie mamy nic: rolnictwo, rzemiosło, przemysł ciężki zniszczono i inne jak cementownie czy rodzimy handel, również, a przede wszystkim banki, ubezpieczenia, które stanowią człon gospodarki nie oddaje się w obce ręce, ziemi i mediów też.
    Co zrobić? Teraz już nic. Czekać 50, czy następne 100 lat, może odzyskamy niepodległość.
    Smutne. Jako młody chłopak pod wewnętrzną stroną kurtki miałem przypiętą metalową plakietkę „SOLIDARNOŚĆ” mam ją do dziś. Byłem z tego dumny. Teraz rozżalony i przygnębiony.
    Myślałem, że społeczeństwo mądre i pracowite da sobie radę z przeszłością i przyszłością, myliłem się. Jesteśmy za biedni, za chciwi, za głupi, a  „SOLIDARNOŚĆ” to tylko słowo nic w tej kapitalistycznej demokracji nieznaczące.

    Przemysław Wysłobocki
    Żabów 47/3, 74-200 Pyrzyce
    woj. zachodniopomorskie
    tel. 508-269-753