Wojciech Dorobiński: Infiltracja, czyli stawiam na Macierewicza

Jeżeli potwierdzą się doniesienia „Rzeczpospolitej” o tajnej umowie w sprawie współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego i rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, podpisanej przez generała Noska po katastrofie smoleńskiej, będzie oznaczało to zaprzepaszczenie dwudziestu lat prób wybicia się na niepodległość.
Polska > Opinie
fot. mypis.pl

Jeżeli potwierdzą się doniesienia „Rzeczpospolitej” o tajnej umowie w sprawie współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego i rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, podpisanej przez generała Noska po katastrofie smoleńskiej, będzie oznaczało to zaprzepaszczenie dwudziestu lat prób wybicia się na niepodległość.

17 września, bez huku i walenia w bębny, obchodziliśmy 20 rocznicę wyjścia z Polski Armii Radzieckiej. Był to pierwszy, praktyczny syndrom, odzyskiwania władzy nad krajem, w którym od 1989 roku zachodziły zmiany mające na celu przywrócenie suwerenności strukturze państwa i godności jego obywatelom. Nie wiem, czy udałoby się to, gdyby na czele postsowieckiego molocha nie stał Borys Jelcyn, tylko jakiś demokrata w typie Putina. Z drugiej strony, obserwując przez kolejne dwadzieścia lat zmiany zachodzące w otoczeniu polskich sił zbrojnych, służb wywiadu i kontrwywiadu oraz ich cywilnego i mundurowego kierownictwa, dochodzę do wniosku, że opuszczając militarnie nasz kraj Rosjanie pozostawili sobie przeogromną strefę penetracji. Umowa Janusza Noska jest tego najlepszym dowodem.

Według danych publikowanych przez specjalistów zajmujących się działalnością służb wywiadowczych, po opuszczeniu w 1993 roku Polski przez wojska rosyjskie pozostało w naszym kraju około 16 tysięcy rosyjskich agentów. Do liczby tej można spokojnie doliczyć drugie tyle polskich współpracowników zainstalowanych w postpeerelowskich służbach, choć niektórzy mówią o liczbie dwukrotnie większej. Jednym słowem, wychodząc z Polski, Rosjanie pozostawili zaplecze wywiadowcze umożliwiające skuteczne infiltrowanie organizmu państwa dążącego do struktur NATO i UE. Nie mówiąc już o tym, że cała kadra generalska Wojska Polskiego, do niedawna zwanego jeszcze Ludowym, ukończyła moskiewskie uczelnie. Swoją drogą instytucja ta, czyli wojsko, najbardziej umiejętnie uniknęła odpowiedzialności za swoje czyny w latach PRL, lokując się we wszystkich sondażach, jako jedna z tych, do których Polacy mają największe zaufanie. Majstersztyk PR armii, bo na jej czele wciąż stali odpowiedzialni za strzelanie do stoczniowców czy górników.

Rosja nigdy nie zrezygnowała ze strefy wpływu w „priwislinskim kraju”. Bo zawsze były tu elity, które można było kupić. Pieniądzem, awansem, karierą.

Wszelkie próby zmian i oczyszczenia tej nienormalnej atmosfery były błyskawicznie torpedowane i duszone w zarodku, a najlepszym przykładem pierwszego ataku jest obalenie rządu premiera Jana Olszewskiego.  Nie czas i miejsce, by wyliczać wszystkie dziwne wydarzenia, jakie mogą być związane z działalnością służb, ale choćby kilka z minionego dwudziestolecia. Decyzja o zakupie słynnej siedziby MSZ, zwanej podsłuchowcem, szafa Lesiaka, blokowanie awansów żołnierzy kończących amerykańskie akademie, dziwna sprawa ministra Szeremietiewa – uniewinnionego od zarzutów, ale skompromitowanego w chwili prowadzenia do znaczących zmian w strukturze i wyposażeniu polskiej armii.

W kontekście tych wszystkich wydarzeń jakże tytaniczną i wielką pracą jest próba rozwiązania WSI przez Antoniego Macierewicza. Próba, bo sądzę, że ta formacja ma się nadal dobrze i nieformalnie działa w różnych sferach życia państwa. A nieświadoma [lub wręcz odwrotnie] banda klakierów wylewa krokodyle łzy nad losem biednych polskich służb, skrzywdzonych przez „strasznego Antoniego”. Tylko dlaczego pierwszym dokumentem, jaki po katastrofie smoleńskiej nowi lokatorzy pałacu prezydenckiego dopadli, był aneks do raportu WSI? Jak wyglądały późniejsze nominacje generalskie? Ilu pracuje jeszcze dyplomatów, którzy mają mocodawców za wschodnią granicą? Ile nieformalnych umów zawarto po katastrofie smoleńskiej? Myślę, że upływający czas przyniesie na to odpowiedź. Choć konkluzja tych faktów może być jedna. Rosja nigdy nie zrezygnowała ze strefy wpływu w „priwislinskim kraju”. Bo zawsze były tu elity, które można było kupić. Pieniądzem, awansem, karierą. Dziś, być może, tanim gazem, inwestycjami w puławskie azoty czy przetrzymaniem wraku tupolewa, aż zgnije.

A wszystko to w cieniu uśmiechu ministra Ławrowa. I teczek z dziwnymi umowami zamkniętych w jego szafie. Panie Antoni, niech Pan wraca.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane oznaczone są symbolem *

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu

  • Szturmowy

    Zapewne Rosja potrzebuje jakiegoś sukcesu gdyż sama gnije od środka.Tą droga do sukcesu może być Polska.Reżim Putina i FSB będzie musiał w końcu „dać” coś swoim obywatelom , w przeciwnym razie Rosja może eksplodować od wewnątrz. W Rosji domy mieszkalne są w strasznym stanie, olbrzymie rozwarstwienie klasowe, zalew mniejszości narodowych, a tym w ogromnej części muzułmanów.W samej Moskwie Rosjanie stanowią 32% mieszkańców. Reszta to Azerowie, Uzbecy,Czeczeni,Tadżycy,Turkmeni i różne narody syberyjskie.Ich kolonia – Syberia jest obecnie zalewana przez Chińczyków.Statystyki demograficzne dla etnicznych Rosjan są druzgocące,a dodatkowo w tym kraju mamy do czynienia z plagą aborcji.Rosja która w XIII wieku w padła pod pręgierz Azji nigdy de facto się z niego nie wyzwoliła. Mimo formalnego wygnania Mongołów, sama Rosja stała się Azją.Kraj którego etniczna część (Ruś) to około 10% terytorium państwa mógłby przy mądrzejszej polityce polskiej być łakomym kąskiem dla nas. Niestety na skutek idiotycznej polityki władz III RP jest dokładnie na odwrót.Wystarczyły by rozbić właśnie Ruś a reszta się by posypała jak domek z kat.W te miejsce mogły by powstań nowe państwa, nawet już w „europejskiej”części Rosji(Tatarstan,Kraj Doński),a nie mówiąc już o reszcie. Chociaż jak już pisałem cała Rosja to Azja, i to na wskroś.Nasi przodkowie wiedzieli o tym dobrze, nawet u progu XX wieku gdy wybuchła wojna rosyjsko-japońska nikt się nie nabierał na ich hasełka o walce białej cywilizacji z żółtą.Wówczas endecka Liga Narodowa tak o tym pisała
    :”Naród nasz przyjmuje z radością wieści o porażkach Rosji,bo instynktem politycznym ,bo sercem jest po stronie jej wrogów. Nie ujmą nas frazesy o walce białej rasy z żółtą,cywilizacji europejskiej z barbarzyństwem azjatyckim, bo wiemy że cywilizacja i azjatyzm- to Rosja z jej samowładnym rządem.”
    Ten powyższy cytat w zasadzie oddaje całą istotę tego dzikiego państwa.
    Z drugiej strony współcześnie pewne kręgi polityczne widzące słusznie zagrożenie rosyjskie wpadły w pułapkę „pro-europejskości.Obecnie bezpieczeństwo Polski widząc w  tak zwanej Europie zachodniej.I nie było by to może rozwiązaniem najgorszym gdyby nie fakt że gdzieś przespano ten drobny szczegół że Europa Zachodnia de facto przestała istnieć. Zlaicyzowane, zlewaczałe i zalewane falą islamu kraje Europy zachodniej nie mogą być dla nas żadną podporą, gdyż duch europejski już dawno tam umarł.Nikt w Anglii już nie żyje jakimś etosem o Królu Arturze, ani w Niemczech nie ma ducha legendy o królu Zygfrydzie czy też już na pewno we Francji etos Rolanda dawno temu umarł.Są to społeczeństwa niezdolne do jakiejkolwiek reakcji obronnej na własnym podwórku. Z zachodu pozostało ciało, które jest puste w środku.Pewnym paradoksem jest to że dla nas mogło by to być jakaś szansą, gdyby istniało sile państwo polskie, mogło by skutecznie wziąść „pod opiekę” rozpadające się części kontynentu.No waśnie mogłoby, tymczasem Polacy uwierzyli że są słabi i co gorsza że są niezdolni do prowadzenia samodzielnej polityki.I tu pies został pogrzebany,obce państwa mające swoją agenturę w Polsce robią wszystko by nasz kraj się nie podniósł i by broń Boże nie przestał prowadzić polityki serwilizmu wobec zgniłych państw Europy i Azji.